Książka jak bransoletka

Coraz częściej mówi się o modzie na czytanie. To piękne, szkoda tylko, że czasem przybiera karykaturalną postać. Pewnie lepiej, jeśli w dobrym guście jest przyznawanie się do obcowania z książką, a nie bezlitosne wyśmiewanie miłośników lektury i za stylową uważanie pogardy dla słowa czytanego. A jednak moda na lekturę czasami także bywa złudna. Nagle wszyscy wpisują w życiorysach, że interesują się na przykład literaturą iberoamerykańską, a w rozmowie nie są w stanie wymienić nawet jednego pisarza tego nurtu. W pewnych kręgach z kolei przestaje mieć znaczenie, co się czyta, a książka staje się dodatkiem, który trzeba mieć przy sobie, by uchodzić za mądrego. Egzemplarz powieści to wtedy przedłużenie modnego stroju i biżuterii, a nie przedłużenie jakiejś głębszej myśli. A jeśli ktoś już coś przeczyta, to koniecznie musi się tym podzielić z całym światem. Już chyba lepsi są ci, dla których książka jest jak bransoletka, od tych, którzy koniecznie muszą pisać ze wszystkiego recenzje i ogłaszać je w Internecie. Nawet, jak ktoś nie umie sklecić zdania po polsku, to uważa się za krytyka literackiego i czuje powołanie, by oceniać największych pisarzy. Czasem robi się tęskno za momentem dziejowym, kiedy książki nie były dostępne dla wszystkich. Wtedy przynajmniej nie wszyscy pisali o czytaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *