Na dobre i na złe

Jestem w stanie pojąć, że są na świecie rzeczy bardziej modne i mniej modne. Wiem, że wciąż zmieniają się najlepsze kolory ubrań na dany sezon. Mam świadomość, że pewne kroje dżinsów raz są na topie, a raz nie. Zdaję sobie sprawę, że, chociaż pewnie nieco subtelniej, zmieniają się też aktualne koncepcje w świecie biżuterii. A jednak handlowa rzeczywistość znów mnie zaskoczyła. Kiedy moja koleżanka wychodziła parę miesięcy temu za mąż, odkryłam, że kupno obrączek nie polega po prostu na pójściu do sklepu jubilerskiego i zamówieniu dwóch kółek o odpowiednim rozmiarze. Moja przyjaciółka utonęła wręcz w katalogach pełnych wyłącznie obrączek. Kiedy już ponarzekałam, że naprawdę szkoda tych biednych drzew, które zostały ścięte, by powstał katalog wpędzający panny młode w manię, siadałam z koleżanką i spróbowałam jej jakoś pomóc. Ale najwyraźniej moje komentarze, że wszystkie obrączki wyglądają tak samo, nie były najlepszym sposobem na wybawianie przyszłej małżonki z opresji. Przynajmniej już wiem, że kiedy ja będę wychodziła za mąż, to wybiorę najprostsze obrączki. Pewnie ich znalezienie też będzie wymagało przejrzenia ton katalogów, ale w każdym razie wiem, czego chcę. I wiem, czego nie chcę. Nie chcę dać się zwariować tylko dlatego, że cały wielki rynek towarów ślubnych zwariował już dawno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *